wtorek, 19 sierpnia 2014

Pozdrowienia z Libanu

Moja kolekcja pocztówek powiększyła się o ciekawy komplet kartek z Libanu.

Greetings from Lebanon! I recently received a new set of postcard from this beautiful country. 







poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Postcard EE-178480 (143)

Pocztówka z Tallina, Estonii. Zdjęcie przedstawia aleję na wzgórzu Toome w mieście Tartu. To wzgórze było prezentem cara Piotra I dla uniwersytetu w Tartu. Znajduje się tam biblioteka, planetarium oraz klinika.

Postcard from Tallin, Estonia. The picture shows one alley  of Toomemagi Hill. Toomemägi or Toome Hill was a gift from Emperor Paul I to the University of Tartu. Nowadays there is a library, observatory and a clinic.



Tydzień 84

Na nowo klimatyzuję się  stolicy Belgii. Na jednej ze stacji metra płaskorzeźba pokazała mi język. Co rusz można napotkać ciekawą akcję reklamową - ta z koalą się pyta przechodnia, czy ten wie, że one nigdy nie piją (a poniżej, że też można kupić tę przestrzeń reklamową). 
W sobotę poszliśmy na festiwal gier planszowych. Kto zgadnie, w co grałam?

I definitely returned from holidays. The two top pictures I took in the metro (the picture with koala asks if we know that he never drinks).
On Saturday we visited Brussels Games Festival. Who knows the game from the picture below?


Czekałam niedzieli - na ten dzień miałam zamówione bilety do ratusza na obrzejrzenie z balkonu kwiatowego kobierca ścielącego się na brukselskim rynku. Czekało się w kolejce i czekało  (ale za to można było pooglądać sobie miejsce pracy burmistrza).

On Sunday we went to Grand Place because over one month ago I bought a ticket to see floral carpet from the City Hall's balcony. The line was sooo big, so I had some time to take pictures of the interior. 

Ha i w końcu jesteśmy na balkonie! Ludzi masa. Zdjęcia trzeba szybko strzelić i zniknąć.

Yes, finally! We managed to see the carpet. It was very special occasion for me, because I saw it for the first time in my life :)
This year the Flower Carpet celebrates the 50th anniversary of Turkish immigration in Brussels - so the carpet had some Turkish ornaments.


piątek, 15 sierpnia 2014

Pocztówka na weekend 26

W centrum informacji turystycznej dostałam takie oto niecodzienne kartki. Były one dołączone do przewodnika turystycznego dla dzieci po Beskidach.

During my holidays in Poland I visited Bielsko-Biała. In the office of tourism I found a special guide book for children. There were also added some promo coloring book postcards.

Pocztówki nijak się mają do promowania atrakcji turystycznej regionu. Ba, nawiązują tylko do idylliczności czasów dziecięcych. W zasadzie to kolorowanki o bliżej nieokreślonej tematyce dziecięcej z doklejonym logo Bielska-Białej.








Nie mam dzieci i nie wiem, czy podobayby się takie kartki moim pociechom.
Mnie  wszystkie te dzieci z wytrzeszczem o jednakowej mimice trochę przerażają. Według mnie o wiele lepszym pomysłem byłyby szkice ciekawych budynków architektornicznych, pomników czy muzealnych eksponatów Bielska-Białej do zapełnienia kolorem.

I have absolutely no idea if my future children would like it. Those cards don't show anything about beauty of the region. I doubt if they could convince someone to visit it. It is only a gadget for kids. 
What do you think?

A co wy sądzicie na temat promocyjnych pocztówek-kolorowanek?

Finger tattoo - wyniki

A oto i wyniki rozdawajki: Dwa komplety tatuaży polecą do Diany P.

 Z racji na nikłe zainteresowanie rozdawnictwem, postanowiłam sprezentować nagrodę pocieszenia - jeden zestaw dla Wiolety.

Czekam na maila z adresami :)

czwartek, 14 sierpnia 2014

I'm alive!! Tygodnie 80 - 83

Prawie trzy tygodnie temu zepsuł mi się komputer i byłam odcięta od internetu. Już wracam powoli do świata żywych.
Oto co ostatnio się u mnie działo:

Yes - I'm alive. My computer was broken and I could use internet only on my phone so I didn't bother with blogging for three weeks.
What happened: 


Pojechałam do Polski na wakacje. Mój kot był wniebowzięty, nie odstępował mnie na krok. Z mamą spędzałam czas na zakupach. No, wyrobiłam roczną normę :)

I spent some time in Poland. My cat was so happy that he was following me everywhere. I was shopping with my mom (in one shop I found this strange t-shirt, my brother found it nice, even when he doesn't understand the meaning of this French word).


 A oto i plusy bycia zmotoryzowaną - jadę sobie, gdzie chcę. Pewnej niedzieli ot tak, wybrałyśmy się z mamą zwiedzić pałac w Świerklańcu. Akurat trwała tam sesja weselna. Spacerowałyśmy w parku podczas zachodu słońca.

I went for some little trips with my mom. We visited a palace in Świerklaniec. 
 

W ostatnią niedzielę mojego pobytu pojechałyśmy do Chorzowa na festiwal ziół odbywający się w Parku Etnograficznym. To taki dosyć nowy skansen, który zbiera różne zabudowania drewniane z okolic Śląska (głównie tego cieszyńskiego). Oglądałyśmy wyroby rzemieśliników, rękodzielników i górali. A pan z Parku Niespodzianek w Ustroniu pozwolił mi potrzymać swojego ptaka.

Last Sunday afternoon we spent in a skansen village in Chorzów. There took a place hand made market - we could buy a honey from the hive, manufactured jewlery or fresh herbs.

Środkowy weekend z kolei spędziłam w Beskidach w towarzystwie pewnej czarodziejki. Było szybkie odwiedzenie browaru w Tychach, zachód słońca przy pałacu w Pszczynie, tropienie dziwnie brzmiących napitków, zakupy w Bielsku-Białej i jak zwykle molestowanie pomników. W Górkach Wielkich, gdzie mamy nocowałyśmy, znalazłyśmy park z wielkimi, dziwnymi rzeźbami nibynagich postaci autorstwa Tomasza Koclęgi (oraz ciekawe graffiti).

One weekend I spent with my dear friend Paulina in the countryside of Beskidy. We had some little trip, we were shopping and taking a lot of artistic and silly pictures :)

Nie obyło się bez spontanicznej wycieczki. Wybrałyśmy się z mamą Polskim Busem do Wiednia (jechałyśmy całą noc, aby później cały dzień zwiedzać). Od chodzenia bolały nas nogi. Udało nam się zobaczyć pałac Belvedere (a w nim słynny Pocałunek Klimta) oraz Pałac Letni Schönbrunn. Oczywiście musiałyśmy pójść na kawę po wiedeńsku :)

It's good to be spontaneous sometimes. I went with my mom for a one day bus trip to Vienna. We visited Belvedere museum and Schönbrunn palace. Of course we had to try famous Viennese coffee.

I to tyle. Teraz nadrabiam moje blogowe zaległości, a jest tego hohoh i jeszcze więcej.
(pamiętam o pocztówkowej akcji i rozdaniu tatuażowym, wieści niebawem)

Maybe you will like also:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...